BABCIA NA PORODÓWCE – ORWELL – 1986

Dziewczyny, ciąża i rodzenie w PRL’u to była dopiero jazda. Dzisiejsze dyskusje o godnym rodzeniu wydają się poprawianiem warunków… w raju. W PRL’u było dopiero radośnie.

Rok 1986. Już sama ciąża to było wyzwanie kostiumowe. W sklepach groszek i ocet, a w odzieżowych ogólnowojskowe spódnice w gumkę. Pamiętam neon jednego ze  sklepów odzieżowych w Warszawie. Na wielkim budynku, gdzie był sklep odzieżowy widniał neon UBIORY. Pewnego dnia nastąpiła awaria jednego z brzuszków w literze B i wyszły UPIORY. Wszystko na ten temat. A więc w UPIORACH był dział sukienek ciążowych. Dział, oznaczało, że wisiały dwa fasony sukienek w pięciu rozmiarach. Była wersja letnia i zimowa, jak opony.  Obie były w kratkę – długie rękawy krata zielono-czerwona (Boże Narodzenie przez cały rok), a druga z krótkimi rękawkami w postaci motylków w szwedzką kratkę, czyli ścierka do naczyń. Nabyłam obie w rozmiarze rozwojowym.

Było fajnie, do czasu, kiedy udałam się do rejonowej przychodni, zwanej Poradnią K. Wchodzę i patrzę, a jestem sklonowana! Siedzą trzy kratki Bożonarodzeniowe i cztery ścierki kuchenne. Wszystkie rude (jedyne co było do kupienia w celu zmiany koloru sierści, to Henna na bazarze) i ze skundloną trwałą, bo taki był obowiązek ówczesnego fashionizmu.

Poczułam się, jak członkini narodowej reprezentacji połykaczy piłek plażowych.

Zaznaczę, że do końca „fizjologicznego stanu kobiety”, jakim jest ciąża nabyłam jeszcze błękitny abażur na lampę, czyli suknię na końcówkę stanu błogosławionego. Bałam się wyjść w tym błękicie na ulicę, w obawie że  mnie Green Peace wrzuci do morza w ramach ochrony wielorybów. Takie tam przyjemności, co Wy ich dzisiaj nie zaznacie…i bardzo dobrze!

Wreszcie wybiła godzina zero, czyli dzień zakwaterowania w szpitalu i czekania na planowaną cesarkę z powodu mojej wady serca.  Jazda zaczynała się już na izbie przyjęć, kiedy nieco zawiany pan rzucał Ci się do przyrodzenia z tępa golarką na żyletki i dokonywał wyszarpania owłosienia intymnego. Dobra wiadomość była taka, że go nie widziałam bo brzuch mi zasłaniał. Następnie dostawało się służbowe ubranko, czyli koszulę i szlafrok. Koszula miała dość ciekawy design, bo miała rozcięcie od góry do pępka i od dołu też niemal do pępka, czyli trzymała się na 10 cm tkaniny. Była flanelowa w kolorze sinym w różowe kwiatki. Do tego był szlafroczek, jak widać w gustowny, turecki rzucik.
Panujący na ten czas  pomysł na zakaz odwiedzin był znakomity, bo wszystkie wyglądałyśmy jednakowo szykownie. Jeden aparat telefoniczny na oddział jak widać był oblegany i limitowany do 3 min rozmowy na ryło. Występowała też konieczność posiadania do niego pięćdziesięciogroszówek, co przy zakazie wychodzenia i odwiedzin graniczyło z kontrabandą  i spekulacją. Pięćdziesięciogroszówki można było kupić u salowej po…złotówce.

Tak sobie radziłyśmy w tym dramacie rychłego macierzyństwa. Czekałam więc  na planowaną cesarkę,  w tym bynajmniej nie błogosławionym stanie. Aż przyszedł dzień rozwiązania. No, było to, jakby to powiedzieć, dość abstrakcyjne wydarzenie. Pełna narkoza, a dziecko zaprezentowano mi dopiero po 24 h odpękania na sali pooperacyjnej. Po 12 h kazali mi wstać, co było dużym wyczynem. No i wtedy stawałaś się pilotem małego samolotu. Nie wolno było mieć gaci, a między nogami trzeba było nosić jedyny dostępny środek opatrunkowy czyli płat ligniny. Ściskałaś nogami to śmigło i dreptałaś po korytarzu krokiem gejszy, bo inaczej śmigło wylatywało na podłogę. Ręką próbowałaś zakryć wypływający z rozcięcia biust wielkości arbuza, ratując resztki godności. Co trzy godziny wszystkim pielęgniarki rozdawały takie małe zawiniątka, czyli nowonarodzone dzieci, a mnie tzw „cesarzowej” na gentamycynie raz dziennie o 12 w południe. Oto PRL’owski cud narodzin. I tak dzięki komunie moja córka jest jedynaczką…dziękuję Włodzimierzu Illiczu za tę antykoncepcję.


PODZIEL SIĘ
komentarze
  • super. dawno się tak nie uśmiałam. to wszystko prawda też to przeżyłam rodząc syna w 1989r. życzę dalej takiego poczucia humoru

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!

Instagram