Szukaj
W CO SIĘ BAWIĆ, CZYLI FERIE U DZIADKÓW…
Podziel sięFacebook

W CO SIĘ BAWIĆ, CZYLI FERIE U DZIADKÓW…

Zbliża się wielkimi krokami czas ferii zimowych w szkołach i z pewnością cześć dzieciaków wyląduje u dziadków.

Oczywiście rodzi się pytanie jak zająć  szanowną młodzież i jakie rozrywki zaoferować? Zimą, za naszych czasów były igraszki na śniegu, czyli sanki, łyżwy wojna na śnieżki, lepienie bałwanów czy kulig. W tym roku, to zdecydowanie odpada, więc co robić??? 

Podrzucę Wam kilka pomysłów, które mam wypróbowane i uznane przez młodzież, jako atrakcyjne.

Oczywiście moje podpowiedzi dotyczą dzieci w wieku szkolnym, bo z tego co wiem, to przedszkola ferii nie mają i temat zaczyna się od szkoły…U mnie to nie ma większego znaczenia, bo duecik też  życzy sobie pojechać do babci.

Pierwszym krokiem do zaplanowania atrakcji i „czasowypełniaczy” dla naszych wnucząt jest sprawdzenie w sieci, jakie atrakcje mamy w naszej okolicy i jaka jest oferta rozrywek dla dzieci. Z pewnością babcie z większych miast coś znajdą i wpiszą w kalendarz. Można podejść do tego autokratycznie i wybrać samemu oraz zaplanować każdy dzień, ale można też zrobić spis wyszukanych atrakcji i po przyjeździe dzieci uczynić odprawę pobytową i z nimi ustalić wybór i czas atrakcji. Starszym dzieciakom, co to sprawnie surfują po Internecie można zadać przed feriami zadanie wyszukania ciekawych wydarzeń czy miejsc w okolicy, gdzie mieszkają dziadkowie. Na niektóre imprezy są całkiem kosztowne bilety, więc warto uzyskać na nie jakiś budżet od rodziców, bo nie zawsze babcina kieszeń to zdzierży. Przyznam, że ja tak robię i nie mamy z tym kłopotu. Działa od lat. Co chcę to funduję ja, a część finansują rodzice. Przy trójce wnucząt wyjście choćby do i kina z popcornami, soczkami i innymi atrakcjami to niemały wydatek…

Jeśli wykorzystaliśmy już repertuar młodzieżowych rozrywek oferowany przez rynek, albo nie damy rady jeździć do najbliższej metropolii, to  możemy się sami zaangażować w wymyślanie atrakcji. To oczywiście wymaga nieco czasu i zaangażowania babci i dziadka, ale nie zaszkodzi nam taka umysłowa praca i trochę ruchu. U mnie stało się już tradycją robienie podchodów w wersji na jedną drużynę. Ja wcześniej przygotowuję zaszyfrowane podpowiedzi kolejnych punktów wyprawy,  idę na spacer albo wysyłam dziadka  i ukrywamy kartki z podpowiedziami w kolejnych miejscach. Oczywiście zabawa kończy się odnalezieniem skarbu w postaci drobnych maskotek czy łakoci. Im dłuższa trasa i więcej stacji tym zabawa fajniejsza. Od Waszej kreatywności zależy jak zaszyfrujecie kolejne podpowiedzi i jakie zadania będą do wykonania na bazach. Bazy mogą być też u sąsiadów czy znajomych, z małą przerwą na herbatkę…Od niedawna wprowadziliśmy wielką atrakcję w postaci marszu nocnego z latarkami  w ciemnościach (zaznaczam, że mieszkam w lesie 😊) i lekkim seansem strachów, w postaci dziadka ukrytego w krzakach i wyjącego do księżyca, tajemniczej postaci przemykającej po lesie czy odgłosów łamanych gałęzi.  Jeśli nie mieszkamy w lesie, a dysponujemy autem można na taka zabawę po prostu pojechać, przygotować wcześniej stacje podchodów i później udać się tam z dzieciakami.

Z zajęć w domu też mam kilka sprawdzonych patentów. Moje dzieciaki lubią tworzyć konstrukcje z patyków szaszłykowych i chrupek kukurydzianych.  Wszystko widać na zdjęciu z tej zabawy i nic tu nie trzeba więcej opisywać 😊. Antek budował z długich patyków, a maluchy z wykałaczek. Było wesoło, a połowa chrupków zniknęła  w małych i dużych pyszczkach.

Jest też świetna zabawa w puzzle z …patyczków, takich jak do lodów. Takie patyczki-szpatułki można  kupić w każdym EMPiKu. Szpatułki sklejamy taśmą, odwracamy i każdy n swojej patyczkowej planszy rysuje w odosobnieniu jakiś obrazek. Odklejamy taśmę, mieszamy patyczki i taka wiązke wręczamy sobie wzajemnie do ułożenia. W wersji trudnej każdy dostaje jeden patyczek od drugiej osoby, pozostałe pomalowane szpatułki  kładziemy na środku stołu i każdy układa swój obrazek.  Świetna zabawa także dla dorosłych. Przesyłam Wam zdjęcia z naszej zabawy 😊.

Dla dziadków z zacięciem artystycznym (ja uwielbiam te klimaty) mamy zabawy sceniczne. Możemy z dzieciakami wystawić przedstawienie  i nagrać je telefonem, żeby zrobić pokaz rodzicom. Możemy też dać dzieciakom takie zadanie, żeby zrobiły telefonem jakiś film dla rodziców. My mamy już kilka takich dzieł. Sami wymyślali akcje, układali scenariusz, robili rekwizyty i kostiumy.  Oglądamy to często i mamy śmiechu co nie miara. To zajęcie czasem nie tyko na jeden dzień.

A kiedy już jesteśmy wykończeni uatrakcyjnianiem dzieciakom pobytu możemy zrobić kino domowe, czyli wspólne oglądanie filmu z popcornem, colą (u mnie jest sok, bo cola odpada z założenia) i naczosami. Ja tak robię, ale wybieram bardzo klasyczny repertuar i włączam filmy mojej młodości, czyli „szatan z 7-mej klasy”, „Szaleństwa Panny Ewy”, „Podróż za jeden uśmiech”, „Wakacje z duchami” czy „W pustyni i w puszczy”. Okazuje się, że te filmy bardzo się podobają dzisiejsze dziatwie i śmieją się na nich do rozpuku wcinając zrobiony samodzielnie popcorn.

Jeśli podoba Ci się ten wpis – daj łapkę i udostępnij. Dziękuję 🙂
>

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!