SZCZĘŚCIE JEST PRZEREKLAMOWANE…

szczescie jest przereklamowane
WPIS AUDIO

Drogie moje dziewczynki, piszecie do mnie mnóstwo miłych słów i pytacie skąd czerpię energię? Bardzo chętnie się z Wami podzielę moim źródłem energii.

Otóż jakiś czas temu stwierdziłam, że to co ludzi frustruje, to gonienie za szczęściem. A ja uważam, że szczęście jest przereklamowane. Tak, tak, dobrze czytacie. Pogoń za szczęściem zaćmiła zwykłe, codzienne zadowolenie.

Przestaliśmy być zadowoleni, a nawet gorzej – dzisiaj nie wypada być zadowolonym. Jak zadowolony, to znaczy, że wariat.

Dzisiaj w dobrym tonie jest być nadętym, czepialskim i narzekalskim. A przecież, jakbyśmy wpisali nasze życie do arkusza kalkulacyjnego w komputerze i każda kratka byłaby jednym dniem, to ile byłoby w tym zbiorze dni szczęśliwych? Pięć, może dziesięć…, a w pozostałych zero to, co nam wyjdzie po zsumowaniu? No właśnie…dodatkowo mamy wiele dni na minusie, śmierć bliskich, rozwody, załamania zdrowia…i jak wygląda pole SUMA? Raczej słabo. Jeśli natomiast, każdego dnia wpiszemy choćby małe zadowolenie, to suma na koniec będzie ogromna. To jest moja droga do szczęścia i energii – moje szczęście, to suma codziennego zadowolenia, z tego co mam, bo zawsze jest coś fajnego.
Pamiętam, kiedy zwaliło się na mnie wiele trudnych doświadczeń jednocześnie. W ciągu trzech miesięcy odszedł mój tata, wylogował się małżonek po 20 latach i straciłam pracę. Po paśmie sukcesów i niemal samego powodzenia w życiu zupełnie nie miałam odporności i siły na mierzenie się z takimi wydarzeniami. Byłam bliska obłędu i postanowiłam targnąć się na swoje życie, bo nie miałam już siły. Jak widzicie, była to próba nieudana, bo jestem i piszę. Oczywiście, jak każdy po takiej akcji, zostałam skierowana na terapię do wspaniałej pani profesor psychiatry, która pomogła mi wydrapać się z tego wilczego dołu.

Pamiętam pierwsze spotkanie z panią profesor. Po chwili rozmowy i moich ubolewań, nad losem, pani profesor wzięła bloczek z receptami i zaczęła coś pisać, po czym wydarła i podała mi, z lekkim uśmiechem. Spodziewałam się baterii leków na głowę, a na recepcie był napisane: fryzjer, kosmetyczka, nowe ciuchy. Żadnych leków! Tak było napisane, słowo daję. Pani doktor powiedziała też frywolnie

„Pamiętaj, że jak się czujesz jak kupa i wyglądasz, jak kupa, to daleko nie zajdziemy!”

Zapowiedziała również, że ma to zobaczyć na następnej wizycie. Zastosowałam się do zaleceń. Na następną wizytę przyszłam odstawiona, jak stróż w Boże Ciało i …w znacznie lepszej formie.

Przystąpiłyśmy do kolejnego kroku terapii. Otóż, po rozmowie, dostałam pracę domową. Miałam za zadanie stworzyć listę, tego co mam…Zatkało mnie nieco, co pokazały pani profesor mój wybałuszone oczy. Usłyszałam, że dosyć gadania, co straciłam i czego nie mam. Teraz robimy remanent, tego co mam. Udałam się do domu, wzięłam kartkę papieru i zaczęłam pisać: CO MAM? – brzmiał tytuł listy i do dzisiaj pamiętam jaki był punkt pierwszy listy…mam ładne nogi. Ubawiłam się sama własnym wpisem, ale na prawdę tak pomyślałam. Od nóg zaczynając, powoli znajdowałam kolejne pozycje, tego co mam. Ku mojemu zdziwieniu, lista zrobiła się całkiem długa…

Na kolejnych etapach terapii, okazało się, że pomimo słabych wydarzeń, mam mnóstwo codziennych powodów do zadowolenia i wielki arsenał silnej amunicji życiowej, fajne umiejętności oraz super relacje z otoczeniem. I tak, na umiejętności znajdowania codziennych powodów do zadowolenia, zaczęłam wypełniać mój życiowy arkusz kalkulacyjny od nowa, zamiast biadolić, jaka to ja jestem nieszczęśliwa. Cały problem ze szczęściem polega na tym, że doskonale wiemy, kiedy jesteśmy nieszczęśliwi, a nie bardzo umiemy zdefiniować, co i kiedy nam pokaże, że jesteśmy szczęśliwi. Trzeba przestać szukać jakiegoś niezdefiniowanego szczęścia, a nauczyć się i dać sobie prawo do bycia zadowolonym, a co najważniejsze pokazywać to światu!

Na zakończenie podzielę się z Wami jeszcze jedną zaskakującą historią. Otóż na jednych z zajęć szkoleniowych, które prowadziłam, po przedstawieniu się osób z grupy przyszła kolej na mnie. Ja, zgodnie z prawdą, trochę satyrycznie, trochę poważnie opowiedziałam o drodze zawodowej i nieco o życiu prywatnym. Mówiłam to, z nieukrywaną radością i błyskiem w oku. Na pierwszej przerwie w zajęciach, podeszła do mnie jedna z uczestniczek i powiedziała, że ma poczucie, jakby dzisiaj zmieniło się jej widzenie świata. Przyznam, że osłupiałam, a ona mówiła dalej i zakończyła stwierdzeniem: „Pani dzisiaj pokazała, że można być zadowolonym i nie ukrywać tego przed światem!”

Jasne, bo najpierw trzeba umieć być zadowolonym, żeby być szczęśliwym.

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS – DAJ ŁAPKĘ, UDOSTĘPNIJ. DZIĘKUJĘ.

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!

Instagram