CZY CHCESZ, ŻEBY CIĘ KTOŚ PORWAŁ?

W nasz kolejny narodowy wydłużony weekend miałam dzieciaki u siebie w lesie. Stało się już tradycją, że podczas ich pobytu jedną z rozrywek, na które czekają jest wizyta w chińskim sklepie, z asortymentem widły, pilniczki, halabardy, doniczki…

Jak wiecie z książki, dzieciaki dostają swój budżet i mogą sobie w ramach środków wybrać co chcą. To trwa zwykle bardzo długo, więc ja mam czas poobserwowania ludzi wokół i ich zachowań, szczególnie wobec dzieci. Moją uwagę zwróciła młoda, ładna kobieta, która buszowała po sklepie z dwójką małych dziewczynek, w wieku około 4 i 6 lat.  Oczywiście dla dzieci sklep był rajem i nieustająco przybiegały do mamy z jakimś cackiem i pytaniem czy im  to kupi. Mama udzielała im dość osobliwych odpowiedzi w stylu „Czy Ty oszalałaś?”, „A skąd ja mam wziąć na takie głupoty?”, „Dziecko, widziałaś ile to kosztuje”?. Byłam oniemiała absurdalnością tych komunikatów. Weszłam w położenie czterolatka i uznałam, że nie zrozumiała bym  niczego, co mama mówi.  Co to za pytania do małego dziecka??? Przecież dziecko rozumie wszystko dosłownie i zupełnie nie łapie sarkazmu, cynizmu czy retorycznych pytań.  W tonie mamusi była też pretensja, wylew swoich frustracji i obwinianie dziecka, za głupie czy złe pomysły. Ja nie wiem, gdzie trzeba mieć rozum, żeby w taki sposób zwracać się do małych dzieci.

Najlepsze było jednak przede mną…Oczywiście dzieci znikały mamie z oczu miedzy regałami w dużym markecie, matka zaś biegała i dość głośno je nawoływała. Kiedy odnalazła dziewczynki przy jednym z regałów z zabawkami, złapała córeczki za ręce i potrząsając wrzeszczała „czy wy chcecie żeby Was ktoś porwał”? Czy Wy wiecie ile tu chodzi zboczeńców? Bardzo proszę, niech Was porwą, to zobaczycie co to znaczy się nie pilnować!”.

Jedna z dziewczynek zaczęła płakać i w szlochu mówić „Ja nie chce, żeby mnie ktoś porwał…buuuu”, a druga, starsza spytała rezolutnie ”A jak wygląda zboczeniec?”. Matka dalej szarpała dzieci za rączki, wywrzaskując uparcie swoje mądrości, których już nie usłyszałam  i  z przerażonymi dziewczynkami opuściła sklep…

Mną zawładnęła smutna refleksja, że od drugiego roku życia umiemy mówić, ale nie ma takiego czasu czy miejsca, że uczymy się komunikować.

Wyrzucamy z siebie słowa, zdania, monologi bez wyobraźni i empatii, jak zostaną usłyszane i odebrane. I tak na prawdę, to nie ma znaczenia w jakim jesteśmy wieku i do kogo mówimy. Oczywiście dzieci, to odbiorniki o szczególnej czułości i wymagające wyjątkowego przemyślenia,  tego, co do nich mówimy.  To, co padało z ust młodej mamy mogłoby być równie dobrze mówione w dowolnym języku i skutek byłby podobny.

Dziecko rozumie proste komunikaty, realistyczne i niewymagające abstrakcyjnego myślenia.

Oczywiście najlepiej jest umówić się z dzieckiem na jakieś zasady przebywania w miejsku publicznym (wiele z nich opisuję w książce „Mądra Babcia”) i odwoływać się do nich podczas wizyty w tłocznym miejscu. Ponad to, jeśli już wydarzyła się sytuacja, wymagająca zwrócenia uwagi, to przecież można to zrobić w sposób dostosowany do dziecka, zarówno w treści, jak i w formie wypowiedzi. Jeśli chcemy porozmawiać z dzieckiem, to przede wszystkim zejdźmy do jego poziomu wzroku, czyli zwyczajnie kucnijmy przy maluchu i mówmy patrząc mu w oczy.  

Przecież wszystko, co wyrzucała z siebie opisana mamusia mogło zabrzmieć zupełnie inaczej, pokazując troskę o dzieci, a nie straszenie złym światem. Patrząc, na takie sytuację, jest mi smutno, że dajemy sobie legitymację do wywnętrzania się nad małym człowiekiem, tylko dlatego, że jest mały…

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!

Instagram