Szukaj
CZY CHCESZ, ŻEBY CIĘ KTOŚ PORWAŁ?
Podziel sięFacebook

CZY CHCESZ, ŻEBY CIĘ KTOŚ PORWAŁ?

W nasz kolejny narodowy wydłużony weekend miałam dzieciaki u siebie w lesie. Stało się już tradycją, że podczas ich pobytu jedną z rozrywek, na które czekają jest wizyta w chińskim sklepie, z asortymentem widły, pilniczki, halabardy, doniczki…

Jak wiecie z książki, dzieciaki dostają swój budżet i mogą sobie w ramach środków wybrać co chcą. To trwa zwykle bardzo długo, więc ja mam czas poobserwowania ludzi wokół i ich zachowań, szczególnie wobec dzieci. Moją uwagę zwróciła młoda, ładna kobieta, która buszowała po sklepie z dwójką małych dziewczynek, w wieku około 4 i 6 lat.  Oczywiście dla dzieci sklep był rajem i nieustająco przybiegały do mamy z jakimś cackiem i pytaniem czy im  to kupi. Mama udzielała im dość osobliwych odpowiedzi w stylu „Czy Ty oszalałaś?”, „A skąd ja mam wziąć na takie głupoty?”, „Dziecko, widziałaś ile to kosztuje”?. Byłam oniemiała absurdalnością tych komunikatów. Weszłam w położenie czterolatka i uznałam, że nie zrozumiała bym  niczego, co mama mówi.  Co to za pytania do małego dziecka??? Przecież dziecko rozumie wszystko dosłownie i zupełnie nie łapie sarkazmu, cynizmu czy retorycznych pytań.  W tonie mamusi była też pretensja, wylew swoich frustracji i obwinianie dziecka, za głupie czy złe pomysły. Ja nie wiem, gdzie trzeba mieć rozum, żeby w taki sposób zwracać się do małych dzieci.

Najlepsze było jednak przede mną…Oczywiście dzieci znikały mamie z oczu miedzy regałami w dużym markecie, matka zaś biegała i dość głośno je nawoływała. Kiedy odnalazła dziewczynki przy jednym z regałów z zabawkami, złapała córeczki za ręce i potrząsając wrzeszczała „czy wy chcecie żeby Was ktoś porwał”? Czy Wy wiecie ile tu chodzi zboczeńców? Bardzo proszę, niech Was porwą, to zobaczycie co to znaczy się nie pilnować!”.

Jedna z dziewczynek zaczęła płakać i w szlochu mówić „Ja nie chce, żeby mnie ktoś porwał…buuuu”, a druga, starsza spytała rezolutnie ”A jak wygląda zboczeniec?”. Matka dalej szarpała dzieci za rączki, wywrzaskując uparcie swoje mądrości, których już nie usłyszałam  i  z przerażonymi dziewczynkami opuściła sklep…

Mną zawładnęła smutna refleksja, że od drugiego roku życia umiemy mówić, ale nie ma takiego czasu czy miejsca, że uczymy się komunikować.

Wyrzucamy z siebie słowa, zdania, monologi bez wyobraźni i empatii, jak zostaną usłyszane i odebrane. I tak na prawdę, to nie ma znaczenia w jakim jesteśmy wieku i do kogo mówimy. Oczywiście dzieci, to odbiorniki o szczególnej czułości i wymagające wyjątkowego przemyślenia,  tego, co do nich mówimy.  To, co padało z ust młodej mamy mogłoby być równie dobrze mówione w dowolnym języku i skutek byłby podobny.

Dziecko rozumie proste komunikaty, realistyczne i niewymagające abstrakcyjnego myślenia.

Oczywiście najlepiej jest umówić się z dzieckiem na jakieś zasady przebywania w miejsku publicznym (wiele z nich opisuję w książce „Mądra Babcia”) i odwoływać się do nich podczas wizyty w tłocznym miejscu. Ponad to, jeśli już wydarzyła się sytuacja, wymagająca zwrócenia uwagi, to przecież można to zrobić w sposób dostosowany do dziecka, zarówno w treści, jak i w formie wypowiedzi. Jeśli chcemy porozmawiać z dzieckiem, to przede wszystkim zejdźmy do jego poziomu wzroku, czyli zwyczajnie kucnijmy przy maluchu i mówmy patrząc mu w oczy.  

Przecież wszystko, co wyrzucała z siebie opisana mamusia mogło zabrzmieć zupełnie inaczej, pokazując troskę o dzieci, a nie straszenie złym światem. Patrząc, na takie sytuację, jest mi smutno, że dajemy sobie legitymację do wywnętrzania się nad małym człowiekiem, tylko dlatego, że jest mały…

>

Instagram @madrababcia

Invalid username or token.

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!