Kiedy urodziła się moja córka Babcia Ania, czyli dla niej prababcia miała 74 lata i była w całkiem dobrej formie.
Akurat tak się złożyło, że pierwsze tygodnie życia córki spędziłam u rodziców, gdzie mieszkała też babcia Ania. Byłam młodą mamą, absolwentką Akademii Medycznej i rozumy pozjadałam wszystkie, szczególnie że była to epoka Spocka, czyli przyszło nowe w wychowaniu dzieci.
Jedną ze Spock’owych mód był zimny wychów, czyli śpioszki, kocyk i dosyć. To było przed otulaczkami. Trzymając się więc zasad zimnego chowu (dziecko kilkudniowe) uparcie robiłam śpioszki, kocyk, koniec. Córka budziła się z płaczem co kilkanaście minut, w nocy też dawała popalić. Byłam wykończona. Po kilku dniach takiej szarpaniny postanowiłam porzucić dziecko i wyjść. Akurat w domu była tylko babcia Ania. Czas wyjścia był liczony ilością pokarmu, jaki zbierał się w monstrualnych zbiornikach na mojej klatce piersiowej, czyli miałam max 2 godziny. Napakowałam ligninę w stanik (żadnych wkładek nie było, a wata była reglamentowana) i z takim balkonem pod brodą ruszyłam na moje dwie godziny wolności. Nie było telefonów komórkowych, więc żadnego dowiadywania się jak tam…Zwiedziłam kilka okolicznych sklepów, usiłując kupić cokolwiek, co przyoblecze „lekko powiększone piersi” (wg książek medycznych).
Mogłam skorzystać tylko ze sklepu z pościelą, gdzie po kupieniu powłoczki na kołdrę i wycięciu dziury na głowę mogłam liczyć na nowe okrycie. No, ale po niemal dwóch godzinach łażenia bez sensu postanowiłam wrócić do domu, oczywiście pełna mleka i niepokoju. Najpierw przyłożyłam ucho do drzwi i zaniepokoiła mnie cisza. Cichutko otworzyłam drzwi kluczem, wlazłam na palcach i dalej cisza. Zajrzałam do kuchni. Tam babcia Ania gotowała jakąś strawę. Na pytanie jak tam?, usłyszałam, Martusia śpi. No to jadę dalej – a ile śpi? Odkąd wyszłaś – padła odpowiedź. Pędem pobiegłam do pokoju, przekonana, że moje dziecko umarło…Weszłam i mnie zatkało. Moje małe cudo, spało zawinięte w …mój puchowy becik, wiązany na trzy wstążki. Spała, różowiutka, spokojna i zadowolona. Zrobiło mi się błogo i miło, ale przyszło mi do głowy pytanie, skąd babcia Ania wygrzebała mój becik???? Zdaje się, że był na pawlaczu, pod sufitem…Dżizas.
Pobiegłam do babci w celu przesłuchania. Babcia bez zająknięcia powiedziała, że becik pochodzi z pawlacza. Przerażona zapytałam jak go wydostała, a babcia Ania była wzrostu siedzącego bernardyna i takiej też tuszy. Otóż, moja babcia, komandos wojenny, przywlokła z kuchni stół, na stole postawiła krzesło, po kolejnym krześle wlazła na stół, ze stołu na krzesło i …kijem od szczotki wyciągnęła torbę z becikiem. Taka była babcia Ania. Ja pomimo zakazów dogrzewałam córkę becikiem, a na noc brałam ją do siebie do łózka i najchętniej spała na mnie. To się teraz nazywa otulacz i co-sleeping.
Babciu byłaś wielka…







