„Przygoda biedronek”
Padał sobie kiedyś deszczyk
I na świecie było mokro
W lesie pełnym much i kleszczy
Nudno było dwóm biedronkom.
Siedzieć w domu miały same
I nie fruwać w mokrym lesie
Bo czekały tak na mamę,
Aż kaloszki im przyniesie.
Lecz biedronkom w smak nie było
Siedzieć w domu tak bezczynnie
I się pannom umyśliło
Wyjść na spacer w dół, po rynnie.
Wyszły szparką w okiennicy
Wprost na rynny śliską blachę
I w nieznanej okolicy
Chciały zrobić sobie spacer.
Mokrą rynną w dół runęły,
Nasiąkając strasznie wodą
Aż skrzydełka im się zgięły,
Tak, że latać już nie mogą
Nóżki bardzo przemoczone
Też ślizgały się po trosze,
No, a w domu przecież one
Czekać miały na kalosze.
I tak stoją dwie pod rynną,
Ani fruwać, ni się wdrapać,
Ani żadną drogą inną
Nie da się do domu wracać.
Przeszła chętka na zabawy
I do mamy chcą już obie
„To był jakiś pomysł słaby,
Co nam mama teraz powie?
Jak nas znajdzie tu na dole,
Przecież nie wie gdzie jesteśmy…”
Płaczą obie i biadolą,
Aż usłyszał je żuk leśny,
Który w lesie jest jak strażnik
No i mamę znał biedronek.
Zabrał obie na swój pancerz
I poleciał prosto do niej.
Mama w domu we łzach cała,
Żuka ściska i całuje
I przytula swoje małe,
Bo się cieszy i dziękuje
Że żuk uratował dzieci
I nie stało się niż złego!
Lecz nie zawsze tak się plecie,
Koleżanko i kolego!
Z tej historii jest nauka,
Żeby lepiej słuchać starszych,
Bo nie zawsze znajdziesz żuka,
Który weźmie Cię na pancerz!







