Moja dzisiejsza inspiracja, to wszechobecny cyrk z jedzeniem u dzieci. Podróżowałam niedawno pociągiem i udałam się do mojego ulubionego przedziału nazwie WARS (najlepsze schabowe tam dają!).
Z tytułu zatłoczenia dosiadłam się do dwóch pań z chłopcem w wieku bezzębnym, czyli koło 7 lat. Panie okazały się być mamą i babcią. Akurat zastałam je podczas wybierania dan z karty. Była godzina obiadowa. Chłopczyk zapytany o swój wybór odparł, że nie jest głodny. Obie Panie, jakby nie słyszały, co powiedział malec pytały czy zje kotlecik czy zupkę? Malec uparcie mówił, ze nie jest głodny, a one dalej i to coraz bardziej kategorycznie. Babcia weszła z grubej rury mówiąc „jak nic nie zamówisz, to przyjdzie Pani kelnerka i nas stąd wyprosi!”
Zamarłam w osłupieniu, ale patrzyłam co dalej. Chłopiec przerażony poczuciem winy za potencjalne wyproszenie miał łzy w oczach i łamiącym się głosem powiedział, że zjadłby bułeczkę. I tu się zaczęło, ze kto to słyszał, że na obiad nie je się bułeczki i tak dalej. Wreszcie sterroryzowany malec uległ i powiedział, żeby mu zamówiły pomidorową. Rety, w babcię i mamę wstąpił duch radości i zaczęły wychwalać chłopczynę, za mądrą decyzję i nagradzać buziakami, jakby zdobył złoty medal na olimpiadzie.
Kiedy ucichło szaleństwo i kelnerka podała dania, w tym zupę chłopcu…cyrk zaczął się od nowa. Nadszedł etap zmuszania biedaka do zjedzenia owej zupy, zamówionej po naciskiem. Chłopiec konsekwentnie odmawiał zjedzenia, a Panie wmuszały w niego czerwony płyn. Były groźby, prośby, przekupstwo deserem i oskarżenia o niewdzięczność. Odechciało mi się ich towarzystwa i odeszłam skonsumować mojego schaboszczaka do zwolnionego miejsca przy innym stoliku, co Panie skomentowały, jako impertynencję…
Otóż kochane, ŻADNE DZIECKO NIE RODZI SIĘ NIEJADKIEM!
Tak, są różnego rodzaju choroby, których jednym z objawów jest zaburzenie apetytu, ale to promil w porównaniu z powszechnym zjawiskiem cyrku z jedzeniem. Podzielę się z Wami historią, która utkwiła mi w pamięci, a wydarzyła się podczas moich studiów na Akademii Medyczne i pozostała w pamięci do dziś. . Otóż mieliśmy na zajęcia z pediatrii przygotować się do seminarium na temat chorób dzieci, którym towarzyszy utrata apetytu. Starszy profesor, kresowiak, zaciągający po wschodniemu zaczął nas przepytywać. Mieliśmy podawać choroby z utratą apetytu. Po każdej z nich omawialiśmy ich diagnostykę.
Profesor za każdym razem mówił „Dobrze, ali tyj choroby nie wykryliści, a dziecko nie je dalej. Co robić?” No to my kolejne choroby, a on dalej swoje i taka choreografia przez godzinę. Wreszcie wyczerpał się nam repertuar, a profesor dalej swoje. Po długim milczeniu sali profesor powiedział
„Hmmm, nie wiecie co robić? To ja wam powim…nie dać trzy dni żreć cholierze, samo przyjdzie i leczyć matkę!”
Popłakaliśmy się ze śmiechu, a ta historia i metoda pozwoliła mi wychować wszystkożerną córkę, a córce dobrze jedzącą trójkę dzieci. To my, babcie, miewamy fioła z tym futrowaniem dzieci…wystarczy wytrzymać nerwowo i samo przyjdzie. Nie karmmy dzieci na siłę! Przecież jedzenie, to miłe doznanie, a opresyjność może wywołać zaburzenia, z jadłowstrętem psychicznym włącznie.







