JAK WYGRAĆ Z WŁASNĄ GŁOWĄ!

własny umysł

W naszej babciowej społeczności na fejsbuku jest bardzo dużo emocji i dylematów związanych z chęcią bycia mądrą, dobrą, fajną babcią.

My, dojrzałe kobitki z platyną na głowie czytamy, pytamy, szukamy odpowiedzi, jak mądrze kochać wnuczęta. Z miłości do tych małych istotek  oddajemy nasz czas, emocje i siły, żeby pomóc i wesprzeć nasze dorosłe dzieci w ich rodzicielstwie.  Wszyscy chcemy dobrze, a wychodzi różnie…jak to w życiu. Często te całe nasze starania jakoś dziwnie prowadzą do napięć, konfliktów czy milczących wręcz wojem rodzinnych. Oczywiście, zgodnie z tym, co napisałam w książce „Mądra babcia”, najlepiej jest regulować i naprawiać własne zachowania, bo mamy na to stuprocentowy wpływ. Jednakże, nawet najbardziej  nasze świadome i przemyślane działania budzą trudno przewidywalne reakcje czy komentarze.

I zaczynamy galopować w czerwonym kapeluszu na rozszalałym rumaku emocji, kończąc tę wycieczkę różnymi efektami specjalnymi.

Czasem to otwarty protest, czasem milczący foch, a często zagryzanie zębów i płacz w poduszkę…dlaczego i jak oni tak mogą się zachowywać??? Ja przecież chcę dobrze…

Ja mam przekonanie, graniczące z pewnością, że mimo dobrych intencji każdej z nas udało się doprowadzić do nieprzyjemnych sytuacji, pełnych wzajemnych pretensji wśród dorosłych. Słyszę w rozmowach i czytam maile pełne żalu, rozczarowania i pretensji. Piszą do mnie nie tylko babcie, ale też Wasze dorosłe dzieci, prosząc o pomoc i wsparcie w konfliktowych sytuacjach. Sytuacji jest oczywiście tyle, ile rodzin, ale jeśli do każdej z nich przyłożymy pozytywne podejście i  dobre zasady dialogu, to wyjdziemy na prostą w wielu sytuacjach, ku radości wszystkich wokół.

Najważniejszą rzeczą w rozmowie o trudnych sytuacjach jest nasze nastawienie mentalne. Jeśli zaprogramujemy się na dojście do porozumienia, to na tym programie będzie pracował nasz umysł i serce, co ułatwi sprawę i wspólnie znajdziemy na to sposób. Dobrze jest także nie budować scenariuszy i nie przypisywać komuś wyimaginowanych reakcji. Pamiętam, kiedy miałam trudną sytuację do przegadania z moim zięciem i długo unikałam tej rozmowy z obawy, że on się rozgniewa, zareaguje impulsywnie i nieprzyjemnie. Odwlekałam rozmowę na dany temat, ale o moim problemie wiedziało już kilka osób z otoczenia. Wreszcie sprawa dotarła do zięcia z boku, od kogoś z otoczenia. Zięć rzeczywiście miał do mnie pretensje, ale…tylko to, że nie przyszłam z tym od razu do niego. Temat okazał się prosty do załatwienia, zięć wysłuchał spokojnie, pomógł wyjść na prostą i nadal jesteśmy w wielkiej przyjaźni.

To nasza wyobraźnia i kreatywny umysł buduje nam różne teorie spiskowe i scenariusze, których się obawiamy, zanim się sprawdzą. Najczęściej się nie sprawdzają, kiedy spokojnie powiemy co nam leży na sercu.

Ja kiedyś byłam absolutną mistrzynią samospełniających się przepowiedni, a tak po prawdzie to każdy jest w tym mistrzem. Dzieje się tak dlatego, że jeśli nastawimy się na jakieś czyjeś zachowanie, reakcję czy wymyślimy wydarzenie, to nasz mózg będzie poszukiwał dowodów słuszności tej tezy. Jeżeli uważamy, że nasza synowa słabo gotuje, to wyłapiemy każdą jej wpadkę. Jeśli natomiast zauważymy jej starania i sukcesy, to okaże się, ze dziewczyna jednak daje sobie radę w kuchni. Jeśli mamy w głowie obrazek, że nasz zięć jest wałkoniem i nic nie robi w domu, to będziemy zauważać biedaka wyłącznie na kanapie albo w ogródku z piwkiem w ręku. A chłopaczyna właśnie usiadł po porządkowaniu garażu…czego nie widziałyśmy. Jeśli natomiast pomyślimy sobie, że ta synowa czy zięć, to fajne osoby, to nasz czujnik zacznie wyszukiwać dowodów na tę tezę i będzie łatwiej. Synowa zrobi smaczna zupę, a zięcia zobaczymy biegającego z kosiarką…

Nasze mózgowie także rwie się do oceniania i wydawania opinii. Im gorsza opinia o kimś, tym my się czujemy lepsi, mądrzejsi i ważniejsi. Ja przez wiele lat ćwiczyłam kontakt z gburowatym teściem, który zbudował sobie w rodzinie pozycję arbitra spraw wszelakich i jak Neron wydawał wyroki, przed którymi drżeli domownicy. Gdy na skutek ślubu z jego synem, wkroczyłam w te relacje, kompletnie nie uznałam prymatu teścia i prawa do wszechoceny. Nagle się okazało, że można zrobić inaczej niż on uważa i nie przejąć się jego krytyką, mówiąc o tym spokojnie i z odwagą posiadania innego zdania. Byliśmy z teściem przez lata w dobrych relacjach, a ja traktowałam jego gburkostwo z przymrużeniem oka, nawet sobie z tego nieco dworując… Czasami wystarczy przestać się bać i nie obawiać się wymyślonych reakcji i to wystarczy. Niestety wiele trudnych spraw nie zostaje nigdy przegadanych, tylko dlatego, że wymyśliliśmy sobie czyjeś niefajne reakcje. A jak one się już w nas zalegną, to szanowny móżdżek, stary leń i cwaniak będzie miał powód, żeby nie podejmować wysiłku, bo przecież i tak to nic nie da…Powiecie, że walka z własnym umysłem, to trudna sprawa i macie rację, bo właśnie w tej chwili on już włączył tryb odmowy podjęcia działań…

Żeby było Wam łatwiej wygrać z umysłem i wejść w tryb działania podaję kilka wskazówek na dobry początek:

  1. Nastaw się na porozumienie
  2. Nic nie zakładaj i nie wymyślaj scenariuszy
  3. Spokojnie przedstaw swoje intencje i odczucia
  4. Wysłuchaj spokojnie drugiej strony
  5. Pytaj, zamiast snuć domysły
  6. Odnoś się do faktów i konkretnych zachowań
  7. Ustal czego od Ciebie oczekuje druga strona
  8. Przedstaw swoje oczekiwania
  9. Rozmawiaj o tym, co można zrobić, żeby uniknąć podobnych sytuacji
  10. Nigdy nie wracaj do wyjaśnionego tematu

No, to do boju, drogie babcie! Z własnym umysłem można wygrać!

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!

Instagram