POSŁUCHAJ
Jakiś czas temu robiłam zakupy na jednym z warszawskich targów. W pewnej chwili zobaczyłam, jak ogromny, zwalisty mężczyzna bije małego chłopca, stojącego po ścianą.
Dziecko zasłaniało się od razów mężczyzny, jak osaczone zwierzę. Rzuciłam swoje zakupy, podbiegłam od tyłu do tego rozjuszonego byka i odciągnęłam go za kurtkę od chłopca krzycząc „Co pan wyprawia!”. Facet spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem i wyszarpał się, klnąc siarczyście. Zapłakany chłopiec kucnął pod ścianą i targał nim potworny szloch. Mężczyzna zaczął wykrzykiwać do mnie wulgarnie sugestie odczepienia się i groził, że jak się nie od p…., to i mi przyłoży.
Ja przytuliłam chłopca i zapowiedziałam, że wezwę za chwilę policję. Wokół zebrała się gromadka ludzi i zaczął się społeczny wiec. Grupa podzieliła się na dwa obozy. Osoby młodsze stanęły za mną, a grupa osób starszych płci obojga wykrzykiwała, że ojciec ma prawo robić co chce i widać smarkacz zasłużył. Po chwili pojawiła się kobieta, chyba mama dziecka, zabrała chłopca z moich objęć i razem z tym knurem odeszli. Tłumek gapiów pozostał i toczyła się dalej dyskusja społeczna na temat przyzwolenia bicia dzieci.
Jakiś starszy pan o wyglądzie sępa wykrzykiwał, że ojciec też go prał i dzięki temu on wyrósł na porządnego człowieka. Poparła go grupa w wieku emerytalnym, a młodsza publiczność potępiła. Ja stałam się nagle zarówno obiektem potępienia i chwały jednocześnie, a także moderatorem dyskusji. Powiedziałam do starszego Pana, że nie wiem, czy jest porządnym człowiekiem osoba, która pochwala bicie, a jeśli nawet jest, to pewnie pomimo tego, że był bity, a nie dzięki temu. Na to dictum usłyszałam, że jestem lewacką wariatką i przez takie jak ja, ten kraj pójdzie na dno. Grupa młodszych stała za mną murem i pokrzykiwała, że to straszne, przyznawać słuszność biciu dzieci. Cyrk się zrobił nie do opisania.
Wreszcie tłumek się rozszedł, pomrukując pod nosem i komentując nadal wydarzenie w mniejszych podgrupach. Do mnie podeszło młode małżeństwo z dzieckiem w wózeczku i podziękowali za interwencję i odwagę.
Tata dzieciaczka powiedział, że jestem jego bohaterką i wzorem do naśladowania i teraz będzie reagował na takie sytuacje, bo wiele zrozumiał z tej sytuacji…I to jest moja wygrana!
Ja przysiadłam na chwilę na ławce, byłam roztrzęsiona i pełna kłębowiska myśli, którymi się z Wami podzielę. Po pierwsze byłam przerażona, że nikt wcześniej nie stanął w obronie chłopca. Jak to możliwe, że na oczach ludzi taka sytuacja nie budzi żadnych reakcji??? Przecież, gdyby biło się dwóch dorosłych, to pewnie by zareagowali i wezwali policję. Z przerażeniem docierało do mnie, jak bardzo bezbronne są dzieci wobec nas, dorosłych i jak bardzo nadużywamy nad nimi władzy rodzicielskiej.
Po drugie, jeszcze bardziej przeraził mnie los tego chłopca w zaciszu domowym, jeśli nawet obecność świadków nie hamuje agresji w ojcu. Dzisiaj żałuję, że nie zdążyłam wezwać policji, może założyliby rodzinie niebieską kartę, a tatuś dostałby kuratora…
Po kolejne byłam załamana społeczną akceptacją bicia dzieci, jako metody wychowawczej.
Dobra wiadomość była natomiast taka, że młodsze pokolenie już tego nie popiera. Te starsze osoby chyba zakończyły już karierę, jako rodzice nieletnich, a do wnuków mają ograniczony dostęp.
Ta sytuacja stała mi przed oczami przez ładnych kilka dni i cały czas krzyczy wie mnie protest i cieszy ustawa o karaniu bicia dzieci i to bez rozróżnienia klaps czy pas!
Niestety, nie dalej jak wczoraj widziałam babcię biegającą za maluchem w centrum handlowym, wykrzykującą, że malec dostanie w d…, jak tylko go babcia złapie…znów mi opadły ręce!







