3 LATA SIEDZIAŁAM…

W naszej grupie Mądre Babcie pojawił się temat niepracujących kobiet, siedzących w domu i będących na utrzymaniu męża.

W licznych komentarzach rozpętała się dyskusja. W przeważającej części moje grupowiczki pisały, że pracowały czy nadal pracują, żeby być niezależną i samodzielną. A mnie taki temat i dylemat rozsierdza i rozgrzewa moje emocje do czerwoności. Zacznijmy może od samego słownictwa użytego w tym temacie polemiki.

Najbardziej bawi mnie określenie „siedzą w domu”. No konia z rzędem, która z nas w takiej sytuacji siedzi, a jak dzieci są małe, to nawet nie usiądzie chwilę.

Kolejne określenie to „nie pracują”. No pewnie, że nie pracujemy, tylko zapieprzamy i to cały czas. W domu jest ciągłe zapotrzebowanie na tak zwane kręcenie się. Zawsze jest coś do ogarnięcia, a jak nawet nie ma to sobie same to znajdziemy i rzucimy się nagle do porządkowania np. piwnicy czy dla rozrywki umyjemy okna. Panowie, którzy wychodzą do pracy mają często poczucie, że zadbany dom, pełna lodówka, gotowe posiłki robią się same. Koszule szeregiem idą do pralki, a po drodze do szafy same się prasują i przyszywają guziki. Najgorsze jest to, że ta nasza praca jest cholera niewidoczna, a w zasadzie bardziej trafnie – niezauważana. To co zapewniamy „siedząc” w domu bynajmniej nie dzieje się na siedząco…Zostawmy na chwilę naszego wspaniałego myśliwego od zarabianie na trzy dni w domu z dziećmi i zobaczymy ile posiedzi…Ja „siedziałam” 3 lata i jestem z tego dumna.  Bardzo irytuje mnie pejoratywność określeń kobiet, które zamiast pracować zawodowo, zajmują się domem i dziećmi.

„Kura domowa”, „garkotłuk” czy „kuchta” to słowa, które umniejszają, tak naprawdę najważniejszą, rolę kobiety, czyli dbanie o rodzinę i ja zawsze protestuję, kiedy ktokolwiek tak się wyraża.

Przez ten nienajlepszy obrazek dzisiejszej Westalki jesteśmy wpędzane w kompleksy, mamy obniżone poczucie własnej wartości i targają nami potworne frustracje. Mit, że bardziej wartościowe jest chodzenie do pracy i przynoszenie pieniędzy niż dbanie o dom, powoduje, że czujemy się winne i gorsze. Co zatem się dzieje? Próbujemy to wszystko łączyć i ruszamy do roboty, starając się, żeby w domu nadal zostało tak samo, jak przedtem. I co? Padamy na przysłowiowy pysk, bo obsługiwana rodzina nadal oczekuje pełnego serwisu.  A wszystko przez cholerne pieniądze, bo mamy ambicje partycypowania w zasilaniu budżetu domowego. Oczywiście mamy też element spełniania się i rozwoju zawodowego, ale jednak czynnik ekonomiczny często przeważa. Ja tylko tak nieśmiało wspomnę, że my od wieków funkcjonujemy w dwóch światach – natura i kultura. Natura, to wszystkie role określone przez organiczne różnice między kobietą i mężczyzną, takie jak budowa ciała, siła mięśni, macierzyństwo czy karmienie piersią. Mimo różnych prób rozszalałych naukowców, do dzisiaj nie udało się na szczęście tych ról zamienić. Z tej naturalnej różnicy między płciami wynika też nasza rola społeczna, czyli na przykład bycie matką i opieka nad potomstwem. Drugi świat, to kultura, czyli to wszystko, na co umówiliśmy się w społeczeństwie, mody czy trendy społeczne.

Pokazuje to różnorodność tradycji i obyczajów w różnych społecznościach. Szkoci chodzą w spódnicach, Arabowie w sukienkach, pół Afrykańskich kobiet chodzi z gołym biustem, Arabki zasłaniają twarze, u nas rządzi monogamia, a w Indiach noworodki płci żeńskiej wyrzucane były kiedyś  się do rzeki… Umówić się można na wszystko, ale trudno przechytrzyć naturę i pierwsze miesiące opieki nad dzieckiem należą z tego powodu do mamy i młode kobiety niepotrzebnie mają z tego powodu poczucie winy, czy obniżenie swojej samo oceny. Wszystko w swoim czasie, przyszedł czas na macierzyństwo, przyjdzie i na pracę. My, mądre babcie, wspierajmy swoje córki czy synowe w tym czasie i wzmacniajmy ważność roli kobiety, jako mamy. Nowy człowiek, to wielka misja!

Jeśli, natomiast upłynie ten, skądinąd fajny czas mamusiowania bobasowi i zapadnie decyzja powrotu, czy rozpoczęcia aktywności zawodowej przez młoda mamę, to tez jej kibicujmy i pomagajmy jak tylko się da. Nie mniej dobrą decyzją jest też pozostanie mamy w domu z dziećmi i jeśli model ekonomiczny rodziny na to pozwala, a kobieta się z tym dobrze czuje, to tylko zrobi dobrze wszystkim domownikom. Nieśmiało przypominam, że dochody w małżeństwie należą do obojga małżonków, obojętnie kto je przynosi. Ja miałam różne fazy w swoim życiu – od bycia na garnuszku u rodziców, bo oboje studiowaliśmy, przez bycie w domu z dzieckiem i zarabianie pieniędzy tylko przez męża do zarabiania znacznie więcej niż mąż, do rozdzielności majątkowej i zarabiania na własny rachunek…każda z tych sytuacji była podyktowana innymi okolicznościami, decyzja była podejmowana wspólnie i nikt nie czuł się przymuszany. Najgorzej jest trwać w sytuacji, która nas uwiera i nie podejmować działań, aby ją zmienić.

Nie osądzajmy nikogo za jego decyzje. Każdy ma prawo do dobrego samopoczucia w  życiu, czego Wam wszystkim życzę!

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!

Instagram