Szukaj
ZANIM ZOSTAŁAM BABCIĄ…CZYLI MISJA CZŁOWIEK
Podziel sięFacebook

ZANIM ZOSTAŁAM BABCIĄ…CZYLI MISJA CZŁOWIEK

Każda z nas, będąc dzisiaj babcią kiedyś przecież po raz pierwszy została mamą.

To z pewnością był przełomowy moment w naszym życiu. Oto z naszego wnętrza, łatwiej lub trudniej wyszedł na świat nowy człowiek. I mimo tego, że obślizgły, zapuchnięty i drący się w niebogłosy budził w nas zachwyt i zauroczenie. Nawet nie zdawałyśmy sobie sprawy, że zaczęła się w naszym życiu nowa epoka – macierzyństwo. I tu powinna spłynąć na nas światłość z niebiesiech, a chór anielski śpiewał Hosanna na głosy. Przyznam, że u mnie takie przedstawienie nie nastąpiło, a rozpoczęta „misja człowiek” chwilowo była raczej obolała.  Kiedy wróciłam z córką do domu miałam wrażenie, że wystrzelono mnie w kosmos, bez rakiety i lecę kręcąc się w jakiejś nowej galaktyce, słusznie nazywaną Drogą Mleczną.  

Czułam się jak ruchomy bar mleczny z jednym daniem. Dwie cysterny, jakie nosiłam przed sobą w niczym nie stanowiły obiektu erotycznego, a zdecydowanie gastronomiczny.

Mój mąż unikał raczej kontaktu z tymi niegdysiejszymi obiektami pożądania z powodu ich nieszczelności i stałego wycieku. Wtedy była moda karmienia na zawołanie i w pewnym momencie  osiągnęłam etap karmienia co godzinę przez godzinę. Moja na wejściu ponad trzykilogramowa  istota, domagała się jedzenia i z zachwytem czepiała się cysterny, ćmoktając do zaśnięcia. Usunięcie zawleczki powodowało wybuch rozpaczy, jakbym odbezpieczyła granat. Ponad to domagała się jeszcze  noszenia, zabawiania i stałej uwagi. Dodatkowo łapałam się na tym, że zachwyca mnie piękna kupa, raduje bekanie i zdrowe bączki. Jak to się człowiekowi zmienia perspektywa patrzenia na fizjologię…Moje trzy kilo kobiety rosło i życzyło sobie być przyklejone do mnie na stałe. Wtedy dowiedziałam się ile czynności potrafię wykonać jedną ręką. Po jakimś czasie mały człowieczek nabył zdolności samodzielnego przemieszczania się, najpierw na czterech łapach, ale za to z prędkością światła. To był etap bardzo przydatny, bo nigdy nie miałam tak wyglancowanej podłogi. Powinni wymyśleć nakładki z mopa na kolana i łapki i sprzątanie załatwione na całego.  Niestety przemieszczanie się tego obiektu było bezszelestne i pewnego dnia zrozumiałam dlaczego owieczki maja dzwonki u szyi…Po kilkakrotnej próbie zdeptania własnego dziecka, przytroczyłam jej do śpioszków dzwoneczek i słyszałam jak nadciąga. Niestety niepokojąca była też cisza, która zwiastowała najbardziej kreatywne zajęcia rozwojowe.

Niestety czynnik ewolucyjny pchał tę istotę do przyjęcia pozycji wyprostnej i w ramach udawadniania, żeśmy przecież Homo erectus. Istota, próbująca stanąć na własne nogi, chwytała wszystko, co dyndało i można było się tego uczepić. Ten etap rozwoju pochłonął kilka talerzy, wazon i salaterkę. Na szczęście bez ofiar w ludziach. To działało  się także w łóżeczku. Czyli wstajemy na nóżki po szczebelkach, ale bam już nie robimy, bo cholera, Ziemia daleko. Natychmiast wiec drzemy się w niebogłosy, żeby mama uratowała. I tak sto razy bez przerwy…szczególnie atrakcyjne było to w nocy. Najgorsze jednak w etapie stawania człowieczka na nogi był czas służenia za bezpiecznik, czyli trzymanie za rączki w pozycji pałąka. Mój kręgosłup krzyczał z bólu i marzyłam tylko o wyprostowaniu się do pozycji człekokształtnej.  Wreszcie, kiedy postawiła pierwsze kroki, to równocześnie zanikło poczucie strachu i zaczęła włazić gdzie się dało i … nie dało. Kto by przypuszczał, że po szufladach da się wejść na szczyt szafki, albo że można też wejść do sedesu i z zachwytem robić wodospad?  Ale na szczęście w tym samym czasie powoli pojawiała się zdolność komunikacji werbalnej i rozumienia słów wypowiadanych przez osobniki dorosłe. Pierwszym słowem, na jakie nauczyłam reagować moją latorośl było słowo „STOP”. Bardzo ułatwiło mi to funkcjonowanie na przestrzeniach otwartych, kiedy okazywało się, że moje wyniki w bieganiu są gorsze niż jej. Ta komenda uratowała mi kilkakrotnie małą przed różnymi kolizjami.

I tak pomalutku, z istoty człekopodobnej powstawał człowiek, co to ma własne zdanie i głównie wszystkiego sobie nie życzy, lub życzy natychmiast. Ja nie wiem co to jest, ale umiejętność odmowy wytwarza się w nas jako pierwsza. To taka asertywność wrodzona, tyle że do czegokolwiek, co trzeba wykonać. Wyjście na spacer było zjawiskiem nadprzyrodzonym i trwało wieki. Zaczynało się od złowienia kreatury i to nie na silę, bo żaden sztukmistrz nie ubierze drącego się i wierzgającego dwulatka. Pamiętam, że był pewien dysonans odzieżowy pomiędzy mną a córką. Otóż gdy ona była w pełnym rynsztunku, ja jeszcze latałam w bieliźnie, bo inaczej byłam mokra przed wyjściem. Ona siedziała już przypięta pasami do wózka, gotowa do startu, a pani pilot nawlekała na siebie co popadnie, żeby wystartować, zanim odpali się sygnał dźwiękowy u pasażera. Ta dysfunkcja wychodzenia była najgorsza w miesiącach zimowych i zauważyłam też pewną dziwną zależność…

Otóż moje dziecko im miało na sobie więcej warstw i było gotowe do wyjścia, tym bardziej postanawiało wypełnić pieluchę strawionymi resztkami pokarmu, czyli kupą! Dzieci to chyba robią specjalnie…

Tak wspominam pierwsze dwa lata mojego macierzyństwa, co nie wpłynęło oczywiście na uwielbianie córki do dnia dzisiejszego…Później jakoś było mniej hardcorowo i jest tak do dzisiaj. Pozdrawiam wszystkie młode mamy, bo czasy się zmieniły, a nasza martyrologia pozostaje niezmienna! A jako babcia przeżywam to ponownie…tylko na dochodząco i to jest zasadnicza różnica!

UDOSTĘPNIJ JEŚLI CI SIĘ PODOBAŁO 🙂

>

Instagram @madrababcia

Invalid username or token.

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!