Szukaj
RODZINNY ZAKAPIORYZM
Podziel sięFacebook

RODZINNY ZAKAPIORYZM

Anatomicznie mamy jedną twarz, ale w zachowaniu mamy ich wiele. To są nasze oblicza, które ożywiamy w różnych sytuacjach i do różnych osób.

Do szefa jesteśmy milutcy i pokorni, do pani z zieleniaka bardzo sympatyczni i weseli i nawet miło zagadamy do sąsiada w windzie. Ale jak przekroczymy próg własnego domu

„twarz nam blednie, włos nam rzednie i psują się nam zęby przednie” i przybieramy jakąś frankensteinwską postać potwora.

Pokrzykujemy na dzieci, pyskujemy do żony czy męża i odszczekujemy mamie, która zadzwoniła zapytać co słychać. Do najbliższych osób pozwalamy sobie na pokazanie naszego najgorszego oblicza, którego nie mamy odwagi pokazać nikomu z dalszego otoczenia.  Dziwne , prawda? Igramy z tymi, którzy nas kochają, ba nawet pewnie i my ich kochamy.  Kłócimy i spieramy się o byle g…, byle nasze było na wierzchu. Czasami nawet posuwamy się do rękoczynów i uderzymy, no przecież nie panią z zieleniaka, tylko dziecko czy żonę. I uważamy, że mamy prawo, bo nas czymś tam zdenerwowali. Każdy psychopata uważa, że ofiara zasłużyła na karę i sama sobie ją załatwiła. Dla mnie to jest jedno z najobrzydliwszych zjawisk międzyludzkich – najgorsze oblicze do najbliższych.  To, że takie zachowania nam przychodzą do głowy, to pół biedy.

Cała bieda jest wtedy, kiedy ofiara tych okropnych zachowań nie reaguje i pozwala na takie traktowanie siebie.  Dlaczego tak się dzieje, że mamy odwagę być paskudni do bliskich, a nie mamy odwagi przeciwstawić się tej „bliskiej” osobie i dać wyraz, że nie będziemy w ten sposób się komunikować? Ja mam wśród znajomych zarówno dzieci, kobiety, jak i mężczyzn kompletnie zmobingowanych zachowaniem domowników czy innych osób z bliskiego otoczenia. To jest straszny obrazek, kiedy widzę takie sytuacje. Czy naprawdę nie mamy siły się przeciwstawić, czy pozwalamy sobie na takie zachowania w imię miłości, relacji czy innego „wyższego” dobra?

A ja się pytam jakie jest wyższe dobro, niż szacunek do siebie i odpór na każdą sytuację, która go narusza?

To jest po prostu godzenie się na przemoc, a jest jej wiele odmian, o których nawet nie pomyśleliśmy w takich kategoriach. Przemoc może być psychiczna, fizyczna, ekonomiczna, seksualna czy poprzez zaniedbanie, na przykład wobec osób starszych. Wiedzieliście, że tyle obszarów naszych zachowań może być nazwane przemocą? Mnie najbardziej dotyka i porusza rzecz jasna przemoc do dzieci, bo one nie maja szansy się przeciwstawić. Ostatnio w podwarszawskim centrum handlowym widziałam sytuację, kiedy matka dziecku w wózku spacerowym (na oko dwulatek) wciskała do buzi frytki, które maluch uparcie wypluwał. Matka wpychała mu ten smakołyk i pokrzykiwała, że jak nie będzie jadł, to dostanie w d…. Tradycyjnie zareagowałam i zapowiedziałam kobiecie, że jak nie przestanie zmuszać dziecko i grozić karą cielesna, to wezwę policję. Tradycyjne również, zostałam obrzucona wulgaryzmami. Mamunia się oddaliła i nie dam sobie nic uciąć czy zaprzestała tych praktyk wychowawczych. 

Kolejna sytuacja, to potrząsanie dziećmi z wrzeszczeniem dziecku różnych obietnic prosto w twarz. Nie wiem czy wiecie, że w medycynie istnieje uraz zwany SBS, czyli Shaken Baby Syndrom, lub po polsku Zespół Dziecka Potrząsanego (ZDP). Taki zespół objawów może wynikać z niebezpiecznych zabaw, ale też z wybuchu złości dorosłego na dziecko. 

Co może stać od potrząsania dzieckiem…choćby 5 sekund? Otóż, podczas potrząsania dzieckiem, kiedy jego głowa gwałtownie porusza się do przodu i do tyłu, dochodzi do przemieszczania się mózgu w obrębie przestrzeni wewnątrzczaszkowej, rozerwania naczyń krwionośnych i uszkodzenia lub całkowitego zniszczenia komórek mózgowych. Uszkodzeniu mogą ulec także siatkówka oka i kręgosłup szyjny. To są bardzo poważne konsekwencje organiczne, ale także idą za tym skutki dla psychiki dziecka, choćby najmniejszego. Kodujemy wszystko co nas otacza i dotyka, a czynnie odtwarzamy dopiero od około 3-4 roku życia. Nam się wydaje, że jak małe to nie zapamięta…i tu jesteśmy w błędzie.

Co nas w ogóle upoważnia do takich zachowań? Kto dał nam legitymację do  agresywnych reakcji do kogokolwiek? Czy tylko fakt, że dziecko jest mniejsze i bezbronne? Cholera, na prowadzenie samochodu trzeba przejść kurs i dostać prawo jazdy, a na bycie rodzicem nie potrzeba  żadnych uprawnień. Dla mnie śmiechu warte są zapewnienia, że deklaratywnie, dla niemal każdego najważniejsza jest rodzina. Jak zrozumieć zatem takie zachowania? Dla mnie, jeśli coś jest ważne, to dbam o to, a nie się pastwię.  Czy mi się cos pomyliło, czy jak? Czy nasze dziecko musi wylądować w szpitalu, żebyśmy zrozumieli jakie jest kruche i bezbronne i rozpaczali klęcząc przy łóżeczku? A może najtrudniej jest okazywać dziecku szacunek, miłość czy troskę w zwyczajnych, codziennych sytuacjach? Może… ja się tylko pytam dlaczego tak jest? Czy trzeba dojść do ściany, żeby się  odbić i coś zrozumieć???? Śmiechu warte, to pseudo rodzicielstwo…

A między dorosłymi wcale nie jest lepiej. Kiedy słucham, jak pary odnoszą się do siebie, to zastanawiam po cholerę są razem? Dlaczego ktoś się godzi na takie traktowanie? Jak można się do kogoś tak odnosić?

Znów przykład z centrum handlowego, tym razem też w tle występują…frytki. Przy lodówce z mrożonkami stoi para, dorodny mężczyzna z ABS, czyli absolutny brak szyi i ładna drobna kobieta, spodziewająca się dziecka. Mężczyzna, bardzo napastliwym głosem pyta

– Które to frytki ostatni jedliśmy?, a w odpowiedzi słyszy dość zalęknionym głosem

– Nie wiem, nie pamiętam…

i tu się zaczął się monolog tego gościa, na temat jak można nie pamiętać rodzaju frytek, jaką trzeba być idiotką i debilką, a przecież ON mówił, że były dobre. Kobieta stała ze spuszczoną głową, miała łzy w oczach i próbowała  przeprosić…nie wiem co było dalej, bo odeszłam bardzo zasmucona. Przyznam, że współczułam jej i temu nienarodzonemu jeszcze dziecku…

Śmiechu warte są te całe przysięgi, pierwsze tańce i inne ślubne ceregiele, jak nie mamy za grosz szacunku dla osoby, z którą dzielimy stół i łoże.

Ja nie wiem skąd to się bierze, że nasze najgorsze twarze oglądają nasi najbliżsi, bo przecież do Pani z kiosku nikt się po chamsku nie zachowa…Okropna historia…jak kogoś kocham, to jestem do niego uprzejmy i miły…a może to mój kolejny romantyczny pogląd?

Walczmy z rodzinnym zakapioryzmem, przeciwstawiajmy się takim zachowaniom, a co najważniejsze popatrzmy w lusterko, czy aby sami nie mamy za uszami w tym temacie. Miejmy ładne oblicza do tych, którzy nas kochają, bo miłość jest wieczna tak samo, jak  wieczne pióro, czyli dopóki starczy atramentu…


UDOSTĘPNIJ DALEJ 🙂

>

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!