Szukaj
GRA W KOLANKO
Podziel sięFacebook

GRA W KOLANKO

Kochane Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję za tyle życzeń powrotu do zdrowia po awarii kolana. Byłam wzruszona, że dostałam tyle wsparcia i wyrazów przyjaźni.

Wiele z Was pytało mnie w mailu co to się stało i jak z tego wychodzę. Oto pokrótce historia na kolanie pisana.

Dano temu, za górami i za lasami żyła sobie babcia w chatce w lesie. Pewnego dnia poniosła babcię fantazja i udała się na spacery do Zakopanego. Czerwiec, piękna pogoda, góry i lasy, że hej. Łaziła z zadyszką, ale jakoś tam szło. Kiedy obeszła góry lasy, jak ta sikawica z piosenki, co miała nie lać. Kiedy zbliżała się już pora odjazdu babcia dzielnie chciała wskoczyć do pociągu, ale wiek i masa oraz grawitacja spowodowały, że zamiast w wagonie  babcia nagle zniknęła w przestrzeni pomiędzy pociągiem a murkiem peronu.

Nie wiem jak się tam zmieściłam, ale przysięgam, żem tam wpadła.

Po sekundzie oszołomienia i obejrzenia pociągu od spodu poczułam, że unoszę się w górę. Myślałam, że już wstępuję do nieba i za chwilę usłyszę Hosanna na głosy, ale nic z tego. Zamiast aniołów byłam w objęciach konduktora i Zbyszka, którzy wyszarpali mnie z tej kolejowej szczeliny. Wydawało mi się, że nic się nie stało i spokojnie dopodróżowałam do stolicy. Kiedy przyszedł czas wysiadki okazało się, że babcia nie może stanąć na nogę prawą przez ból nie do opisania właśnie w kolanku. Dokuśtykałam do taksówki wsparta na Zbyszku i umówiłam się następnego dnia do ortopedy, do oddziału LUX MED.

Najpierw było podejrzenie zakrzepowego zapalenia żyły podkolanowej, ale na szczęście to było pudło. Na kolejnym badaniu USG okazało się, że ujawniła się, zupełnie mi nieznana dolegliwość w kolanie, czyli torbiel Bakera. Skierowano mnie na punkcję. Punkcja była dość mało miłym zabiegiem, ale za to doktor był miły i przystojny, co mi wynagradzało dość paskudne grzebanie igłą w środku kolana. Po tym osobliwym zabiegu ból ustąpił, ale doktor roztoczył przede mną dziwną perspektywę. Miałam 30% szansy, że torbiel nie napełni się ponownie. Gdyby się natomiast napełniła, to tylko operacja z długą rehabilitacją.

Już mną zatelepało z przerażenia, a tu doktor dodał, że jest jeszcze jeden sposób na pozbycie się tej cholery. Niektórym farciarzom taka torbiel samoistnie pęka i wtedy jest po kłopocie na dobre. Gdy zapytałam, co mogę uczynić żeby pękła, usłyszałam, że nic, tylko czekać. I tak babcia funkcjonowała przez pół roku, w zasadzie bez kłopotu…Aż w ubiegłą niedzielę  udaliśmy się na spacer po lesie. Kiedy byliśmy w środku tego boru, nagle poczułam potworny ból w łydce, aż do samej pięty. Jakby mi przykładano ogień do nogi. Usiadłam na jakimś omszałym pieńku i wiedziałam, że nie dojdę sama do chatki.

Perspektywa niesienia mnie na rękach nie wchodziła w grę z przyczyn mojej nieodchudzalności, a doskakanie wysłałoby mnie prędzej na tamten świat, niż do domu.

Zbyszek postanowił popędzić do naszej chatki i przyjechać po mnie samochodem, jak najbliżej miejsca bytowania ofiary losu. Ja chcąc pomóc w tym przedsięwzięciu zaczęłam kuśtykać i podskakiwać w kierunku jakiejś ścieżki, żeby Zbyszek mnie łatwiej zgarnął. Doskakiwałam od pieńka do pieńka, aż usiadłam na skraju dróżki, oczekując na ten domowy ambulans.  Zaznaczę, bo to ważne, że nie zabieram telefonu na spacery do lasu. Po dłuższej chwili usłyszałam nawoływanie Beaaataaa! Beaaataaa! No to się oddarłam „Jestem tuuutaj!”, co nic nie wnosiło do sprawy, bo tutaj, czyli niby gdzie? Zbyszek wymyślił podjazd samochodem do zupełnie i innej ścieżki, niż ja martyrologicznie doskakałam, jak się okazało dość daleko. 

Weź tu człowieku wykrzycz, gdzie jesteś w środku lasu???? Darłam się „Jesteeem przyyy drodzeee z druuugiej strooony!”.

To wzajemne darcie się trwało dłuższą chwilę i to bezskutecznie. Na szczęście nadeszła para miłych ludzi i słysząc moje i Zbyszka wołanie spytali, czy mogą jakoś pomóc. Na szczęście mieli telefon i zadzwoniłam do Zbyszka, wyjaśniłam ze szczegółami gdzie jestem i tak się znaleźliśmy. Później poszło łatwo. Wycieczka do Warszawy, doraźna pomoc LUX MED i badania na wszystkie strony. Okazało się, że jestem tym farciarzem, bo torbiel pękła i płyn wlał się w przestrzeń międzytkankową łydki, ale trochę go jeszcze zostało. To doprawiono kolejną punkcją i tyle.

Dostałam proste wskazówki – będzie bolało jak diabli przez kilka dni (hurra!), będę brała silny lek przeciwbólowy i sprawa się prawdopodobnie zakończy. No po raz pierwszy cieszyła się, że mnie coś boli jak diabli! Po „silnym leku przeciwbólowym” byłam jak przetrącona, ale to było nawet momentami śmieszne. Dzisiaj jestem na chodzie, w zasadzie nie boli i jestem w formie do przygotowań świątecznych.

Taka to była gra w kolanko!

>

Beata Borucka

Zostanie babcią, to wydarzenie, na które nie ma absolutnie żadnego wpływu. Po prostu Cię w to wrabiają i już! To nie zmienia faktu, że chcemy być fajną babcią. Ponieważ w sieci nikt nas w tej misji nie wspiera, zapraszam do Was do mojego pomysłu na fajne babciostwo i nie tylko…razem będzie nam łatwiej być mądrymi babciami!